Sławomira Czarnecka
Już w starożytności było tak, że teatr traktowany był jak świątynia sztuki. Ja teatr traktuję w ten sposób do dziś.
czytaj dalej
Co pani czuje, wchodząc do Teatru Polskiego?
Wchodzę tu zawsze z dozą ciekawości, trochę nieśmiałości. Co będzie za kurtyną, która rozsunie się za moment? Co tym razem ciekawego zobaczę? Co mnie zmusi do refleksji? Z czego będę się być może śmiała? A może zobaczę rzeczywistość w krzywym zwierciadle?
Ma pani jakiś ulubiony spektakl w tym teatrze?
Tak, doskonale pamiętam „Dziady”, w których grał mój ulubiony aktor – Mariusz Sabiniewicz. To było dla mnie ogromne przeżycie. Takich spektakli było kilka, ponieważ jestem związana ze szkołą, jestem nauczycielką. Prowadziłam też przez dziesięć lat teatr amatorski i często bywałam w Teatrze Polskim na spotkaniach przeznaczonych dla młodzieży. W pamięć wbił mi się również „Tajemniczy ogród”, który był przepięknie zrobiony, ale też genialne „Śluby panieńskie”. A całkiem niedawno spektakl „Cudzoziemka” z fantastyczną kreacją Alony Szostak. Moim najnowszym odkryciem jest „Coco, czyli bałkańska operetka” Witkacy w wydaniu Teatru Polskiego. Byłam zachwycona, począwszy od muzyki na żywo, która dla mnie była majstersztykiem, po kreacje aktorskie. Ten spektakl znakomicie połączył to, co kiedyś przewidział Witkacy, z tym, z czym mamy do czynienia teraz. To było mistrzostwo świata.
Traktuje pani wyjście do teatru jak święto czy bardziej codzienne wydarzenie?
Już w starożytności było tak, że teatr traktowany był jak świątynia sztuki. Ja teatr traktuję w ten sposób do dziś.
A z czym się pani kojarzy Teatr Polski?
Teatr Polski kojarzy mi się, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, z powiewem przeszłości. Ten budynek jest piękny, wyjątkowy ze względu na swoją architekturę, czy to z zewnątrz, kiedy patrzymy na budynek, czy w środku. Tu jest swoisty klimat, atmosfera. Tutaj jest spokój i historia. Budynek jest dostojny, majestatyczny, z odrobiną tajemnicy.
Kiedy ogląda pani spektakl, na jakie zmysły oddziałuje on najbardziej?
Jestem osobą bardzo wrażliwą na muzykę, także zwracam uwagę na wszystkie epizody muzyczne, które nakreślają to, co się za chwileczkę wydarzy w spektaklu. I to jest fantastyczne, bo podkreśla emocje. Mój zmysł słuchu jest też szczególnie wyczulony na barwę wypowiedzi.
A ma pani jakieś ulubione miejsce w Teatrze Polskim?
Tak, to prawa strona i prawe krzesło, tuż przy drzwiach. Uważam, że z tego miejsca najlepiej obserwuje się wszystko, co dzieje się na scenie i poza nią.
Czego życzy pani Teatrowi Polskiemu teraz i na 200-setną rocznicę?
Otwartości, odwagi. I żeby Teatr nie tracił swojej istoty, bo to, co ludzie mają w sercach, jest najważniejsze. To jest pasja. Trzeba mieć odwagę, żeby ją realizować.
